Cześć Pysie!
Bardzo długo nad tym myślałam i zdecydowałam się zawiesić tego bloga, na jakiś czas. Sama nie wiem ile to potrwa. Nie chciałam tego robić, ale nie mam pomysłów na kontynuację SD. Piszę rozdział, nie wiem jednak ile mi to zajmie. Ostatnio pomyślałam, że zamknę to opowiadanie na prologu + 5 rozdziałach + epilogu. Jednak to nie oznacza zupełnego końca. Myślę o drugiej serii, pisanej z innej perspektywy, opisującej dalsze losy bohaterów SD. I tutaj mam pytanie do Was. Szczęśliwe, czy smutne zakończenie? Od tego zależy jaka będzie część druga. Bardzo liczę na Waszą pomoc i bardzo przepraszam, że Was zawiodłam.
Do następnego, mam nadzieję jak najszybciej. :) xx
Love,
@maaluutkaax33
sobota, 2 marca 2013
wtorek, 29 stycznia 2013
4. Silence conspiracy.
*music*
12 grudnia 2012
Brytyjska pogoda jak zawsze mnie nie zawiodła. Z nieba zaczął padać siarczysty deszcz. Przyspieszyłem kroku, chciałem jak najszybciej dojść do celu.
'- Luck zaczekaj!- krzyknąłem za ciemnowłosym.
- Chodź Li! Mam dla Ciebie niespodziankę!- do moich uszu doszedł wesoły śmiech mojego chłopaka.
Biegliśmy trzymając się za ręce. Leśna droga zaprowadziła nas na małą, skalną skarpę. Usiedliśmy na brzegu i wpatrywaliśmy się w przestrzeń przed nami. Poczułem dłoń na swojej. Uśmiechnąłem się i ułożyłem głowę na ramieniu partnera. Objąłem ramieniem jego talię i wtuliłem w bok zielonookiego. Każda chwila z nim spędzona była radością nie do opisania. Było nam ciężko. Wolverhampton to małe miasto. Wszyscy wiedzieli. Jedni nas wspierali, inni wytykali palcami, ale mieliśmy siebie i to się dla nas liczyło. Zacząłem pod nosem nucić pierwszą lepszą melodię.
- Lubię kiedy śpiewasz.- zielone tęczówki spojrzały na mnie z miłością.- Powinieneś wykorzystać swoje umiejętności Skarbie.
- Już raz próbowałem i..
- Shh. Uda Ci się Li. Słyszysz? Uda Ci się. Jesteś wspaniały i ludzie Cię docenią. Nie bój się. Zawsze będę Cię wspierał. Kocham Cię.- Luck ujął moją twarz w dłonie.
- Ja Ciebie też Lucky. Dziękuję.- złączyłem nasze wargi w delikatnym pocałunku.- Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił.- szepnąłem w jego usta.
- Zginął byś marnie zamknięty w swoim pokoju. Potrzebujesz pewności siebie. Musisz uwierzyć w to jaką wspaniałą osobą jesteś i jak wiele potrafisz. Twój głos jest piękny, jak Ty cały. Masz anielski głos, taki ciepły i pełny emocji. Jesteś jak otwarta księga Li, oczy i wokal wyrażają każdą Twoją emocję. I jesteś cholernie słodki kiedy tak się rumienisz.- chłopak zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku. Schowałem twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Przestań już Luck..- poprosiłem przygryzając delikatnie skórę na szyi szatyna.- Nie lubię kiedy to robisz.- mruknąłem
- Mówię Ci prawdę Kochanie. Nie lubisz tego bo nie wierzysz w siebie. A to bardzo źle.- chłopak złapał mnie za podbródek i zmusił do patrzenia w swoje zielone tęczówki.- Jesteś najwspanialszą osobą na świecie. Uwierz w końcu w siebie, a wtedy osiągniesz sukces, obiecuję Ci to. Zaufaj mi.
- Ufam Ci, zawsze.- szepnąłem.
- Spróbujesz jeszcze raz w X Factor?- uśmiechnął się
- Ja..
- Dla mnie Li, proszę.- szatyn wiedział jak mnie podejść.
- Dobrze. Spróbuję.- pocałowałem go i znów wtuliłem w jego bok.'
12 grudnia 2012
Don't look back, but if you don't look back. I'm only learning than how to make all the same mistakes again.
Zamknięty
w pokoju pełnym poczucia winy, leżałem analizując całą sytuację. Każda
ściana, każdy przedmiot, aż krzyczały jak wielki błąd popełniłem.
Próbowałem zasnąć. Jednak kiedy tylko przymykałem powieki widziałem te
błękitne tęczówki pełne; zaskoczenia? złości? niedowierzania?
obrzydzenia? niechęci? odrzucenia? Wszystkiego czego się bałem.
Najbardziej zabolał zawód jaki wyczytałem z jego twarzy. Nigdy nie
chciałem nawet pomyśleć o tym, że on mógłby się mnie brzydzić. To tak
jakby cały świat umarł w jednej chwili. Najpiękniejszej chwili mojego
życia. Dlaczego on oddał pocałunek? Dlaczego dotykał mnie w taki sposób?
Jakby mu zależało. Jakby czerpał przyjemność z dreszczy przepływających
przez moje ciało, pod wpływem dotyku jego delikatnych dłoni.
Potrząsnąłem
głową, żeby wyrzucić to wspomnienie. Te palące rany. Ból psychiczny nie
do opisania. Powolna śmierć uczuć, która się rozpoczęła jakiś czas
temu, przeszła na kolejny poziom zaawansowania. Wszystko w co wierzyłem
umarło, wraz z chwilą kiedy w tych zwykle uśmiechniętych tęczówkach,
zobaczyłem obrzydzenie. Wtedy wszystko mnie już przerosło.
Musiałem
sobie ulżyć, w jakikolwiek sposób. Wypaliłem paczkę papierosów, ale nie
pomogło. Próbowałem pić, ale wręcz pogorszyło się.
Lately, I’ve been going crazy.
Po
długich zastanowieniach stwierdziłem, że dzisiaj nic innego mi nie
pomoże.. Wstałem i powłócząc nogami skierowałem się do łazienki. W tym
samym momencie co ja, ze swojego pokoju wyłonił się Niall. Lecz kiedy
tylko mnie zobaczył uciekł do pokoju trzaskając drzwiami. Poczułem jak
do oczu cisnął mi się łzy. Przyspieszyłem kroku i zakluczyłem drzwi.
Wyjąłem z szafki mały skrawek metalu.
Takie maleństwo, a tak wiele potrafi zmienić. Potrafi pomóc lepiej niż nie jeden psycholog.
Będąc
w samych bokserkach usiadłem na zimnych płytkach. Moje rozgrzane plecy w
kontakcie z wanną spowodowały nieprzyjemny dreszcz. Westchnąłem cicho i
przyłożyłem żyletkę do nadgarstka.
Tak obiecałem, że nigdy więcej. Ale co z tego?
Pierwsza
fala bólu przyszła wraz z pierwszym pociągnięciem. Kolejne były
mniejsze. Ale kojące. Dały spokój, którego od tak dawna szukam. Mój
przegub ozdobił krwawiący napis. Proste; I'm sorry. Usłyszałem pukanie
do drzwi.
- Liam pospiesz się! Ile można?!- głos Harrego dochodził zza drzwi.
- Mhmm- mruknąłem i wstałem. Owinąłem rękę ręcznikiem i założyłem swój szlafrok. Starłem plamy krwi, a żyletkę wrzuciłem do kieszeni. 'Później dokończę'- przemknęło mi przez głowę. Spojrzałem na siebie w lustrze. Co się ze mną stało? Kim ja się stałem? Prychnąłem i otworzyłem drzwi. Ujrzałem zniecierpliwionego Hazze, który kiedy mnie zobaczył jakby złagodniał.
- Wszystko okej Li?- uśmiechnął się
- Tak, jest okej.- wymusiłem uśmiech i zniknąłem za drzwiami swojego pokoju.
- Mhmm- mruknąłem i wstałem. Owinąłem rękę ręcznikiem i założyłem swój szlafrok. Starłem plamy krwi, a żyletkę wrzuciłem do kieszeni. 'Później dokończę'- przemknęło mi przez głowę. Spojrzałem na siebie w lustrze. Co się ze mną stało? Kim ja się stałem? Prychnąłem i otworzyłem drzwi. Ujrzałem zniecierpliwionego Hazze, który kiedy mnie zobaczył jakby złagodniał.
- Wszystko okej Li?- uśmiechnął się
- Tak, jest okej.- wymusiłem uśmiech i zniknąłem za drzwiami swojego pokoju.
Zastanawiałem
się przez chwilę jak realnie zabrzmiałem. Pewnie zaraz ktoś zapuka do
moich drzwi i zacznie zadawać jakieś męczące pytania. Jakby trudno było
pojąć że chcę być sam..
Zrzuciłem z siebie szlafrok, zakrwawiony ręcznik wyrzuciłem do śmietnika.
Moi
przyjaciele są na tyle głupi albo ślepi, czy może ja jestem takim
dobrym aktorem? Może mój wymuszony uśmiech stał się codziennością i nikt
już go nie widzi? Może nie chcą widzieć?
Under haunted skies I see you, where love is lost.
Westchnąłem
po cichu. Sięgnąłem po papierosa. Odpaliłem go i ruszyłem w kierunku
okna. Chwila i kojące, mroźne powietrze opływało moje rozgrzane ciało.
Drobna gęsia skórka przyozdobiła skórę. Zaciągnąłem się dymem i
odetchnąłem. Miarowy oddech był jedynym dźwiękiem w moim pokoju. Na
zewnątrz odgłosy nocy ograniczyły się do minimum, dając mi możliwość
napawania się wszechobecną ciszą i spokojem.
Spokój, tak to było zdecydowanie to czego potrzebowałem.
Podmuch
wiatru. Wzdrygnąłem się. Jednocześnie do mojej głowy wpłynęła myśl.
Potrzebuję odpoczynku od jego niebieskiego spojrzenia. On ode mnie też.
Wyjąłem
walizkę i wrzuciłem do niej wszystko co jeszcze było czyste. Ubrałem
się ciepło i po cichu wyszedłem z domu. Na dworcu kupiłem bilety na
pierwszy pociąg do Wolverhampton.
~*~
Zapukałem
w śnieżnobiałe drzwi tak dobrze znanego mi domu. Wspomnienia same
wracały, kiedy tylko stawałem na progu. Te złe i te dobre.
Prześladowanie w szkole, załamania, przepłakane noce. Wspólne rodzinne
kolacje, miłość i wsparcie. Miejsce do którego zawsze mogłem wrócić. O
każdej porze, każdego dnia. Z problemem lub bez. Tak po prostu. Mimo
wyjątkowo późnej godziny światło w korytarzu zapaliło się, a mnie po
chwili przywitał uśmiech rodzicielki. Odwzajemniłem gest i rzuciłem jej
się na szyję. Wtuliłem się w drobną kobietę i znów poczułem się jak
mały, beztroski chłopiec. Jej dłoń głaskała uspokajająco moje plecy,
dzięki czemu problemy odeszły w niepamięć. Czułem jej matczyne ciepło i
miłość jaką mnie darzyła. Zawsze, nie ważne kim bym był, bądź kim się
stanę. Uwielbiam w tej osóbce to, że nigdy nie zadaje zbędnych pytań,
czeka aż sam poruszę temat. Daje mi wsparcie, bez względu na wszystko.
A past lost in space.
- Czemu nie zadzwoniłeś?- uśmiechnęła się szerzej i pogłaskała mnie po policzku.
- Chciałem Wam zrobić niespodziankę.- złapałem jej kruchą dłoń i ucałowałem delikatnie. Byłem jej naprawdę wdzięczny za te wszystkie lata.
- Zjesz coś?- napomknęła gdy usiadłem za kuchennym blatem.
- Dziękuję, nie jestem głodny.- odparłem
- Cieszę się, że Harry namówił Cię na przyjazd tutaj.- rodzicielka spoczęła naprzeciwko mnie.
- Co? Jak to Harry?- mój humor od razu się pogorszył
- Dzwonił do mnie, miał Cię przekonać na przyjazd tu. Widział, że potrzebujesz odpoczynku.- kobieta wyraźnie się speszyła.
- Nie wierze. Ty też robisz coś za moimi plecami? To jakaś zmowa milczenia?!- wstałem gwałtownie, przewracając przy tym krzesło. Nie chcąc kontynuować tej rozmowy, odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z domu trzaskając drzwiami.
- Chciałem Wam zrobić niespodziankę.- złapałem jej kruchą dłoń i ucałowałem delikatnie. Byłem jej naprawdę wdzięczny za te wszystkie lata.
- Zjesz coś?- napomknęła gdy usiadłem za kuchennym blatem.
- Dziękuję, nie jestem głodny.- odparłem
- Cieszę się, że Harry namówił Cię na przyjazd tutaj.- rodzicielka spoczęła naprzeciwko mnie.
- Co? Jak to Harry?- mój humor od razu się pogorszył
- Dzwonił do mnie, miał Cię przekonać na przyjazd tu. Widział, że potrzebujesz odpoczynku.- kobieta wyraźnie się speszyła.
- Nie wierze. Ty też robisz coś za moimi plecami? To jakaś zmowa milczenia?!- wstałem gwałtownie, przewracając przy tym krzesło. Nie chcąc kontynuować tej rozmowy, odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z domu trzaskając drzwiami.
Może
reagowałem zbyt gwałtownie, ale myśl że osoba której ufałem najbardziej
na świecie zrobiła coś za moimi plecami, sprawiła mi ogromny ból.
*music*
*music*
Brytyjska pogoda jak zawsze mnie nie zawiodła. Z nieba zaczął padać siarczysty deszcz. Przyspieszyłem kroku, chciałem jak najszybciej dojść do celu.
This is the end. Hold your breath and count to ten. Feel the Earth move and then. Hear my heart burst again
Usiadłem
na ławce pod dużym dębem. Oparłem się i westchnąłem głośno. Miałem
ochotę się rozpłakać. Dać upust emocjom, w jakikolwiek sposób.
Przymknąłem oczy i odchyliłem głowę. Trwałem w bezruchu, wsłuchując się w
otaczające dźwięki. Noc przeradzała się w dzień. Poświata wschodzącego
słońca dała znak przyrodzie. Od najniższych warstw ściółki rozpoczynało
się codzienne życie.
- Jakieś problemy?- wyrwał mnie z zamyślenia męski głos.
- Skąd ten wniosek?- zapytałem nim zdążyłem ugryźć się w język.
- Ludzie, u których wszystko okej nie przesiadują w parku o 5 nad ranem, z miną skazańca.- chłopak uśmiechną się delikatnie.
- Jakieś problemy?- wyrwał mnie z zamyślenia męski głos.
- Skąd ten wniosek?- zapytałem nim zdążyłem ugryźć się w język.
- Ludzie, u których wszystko okej nie przesiadują w parku o 5 nad ranem, z miną skazańca.- chłopak uśmiechną się delikatnie.
Ten uśmiech. Radosne zielone oczy z dozą smutku w głębi.
- W takim razie co tu robisz?- pytałem bez ogródek. Miałem wrażenie, że znam tego chłopaka od zawsze.
- Trudno jest być gejem w małym mieście. Zresztą sam dobrze o tym wiesz, Li.- szatyn zaśmiał się.
- Li? Skąd Ty..?- spojrzałem ze zdziwieniem w zielone tęczówki.
- Liam, naprawdę mnie nie poznajesz? Nie pamiętasz?- posmutniał
- Nie.. Chyba.. Ale wydaje mi się, że skądś Cię znam..- jąkałem się szperając w pamięci w poszukiwaniu tych głębokich zielonych oczu i brązowej grzywki.
- A jeszcze trzy lata temu mówiłeś, że mnie kochasz..- szatyn spuścił głowę.
- Co? Ja.. Luck..- olśniło mnie..
- Trudno jest być gejem w małym mieście. Zresztą sam dobrze o tym wiesz, Li.- szatyn zaśmiał się.
- Li? Skąd Ty..?- spojrzałem ze zdziwieniem w zielone tęczówki.
- Liam, naprawdę mnie nie poznajesz? Nie pamiętasz?- posmutniał
- Nie.. Chyba.. Ale wydaje mi się, że skądś Cię znam..- jąkałem się szperając w pamięci w poszukiwaniu tych głębokich zielonych oczu i brązowej grzywki.
- A jeszcze trzy lata temu mówiłeś, że mnie kochasz..- szatyn spuścił głowę.
- Co? Ja.. Luck..- olśniło mnie..
'- Luck zaczekaj!- krzyknąłem za ciemnowłosym.
- Chodź Li! Mam dla Ciebie niespodziankę!- do moich uszu doszedł wesoły śmiech mojego chłopaka.
Biegliśmy trzymając się za ręce. Leśna droga zaprowadziła nas na małą, skalną skarpę. Usiedliśmy na brzegu i wpatrywaliśmy się w przestrzeń przed nami. Poczułem dłoń na swojej. Uśmiechnąłem się i ułożyłem głowę na ramieniu partnera. Objąłem ramieniem jego talię i wtuliłem w bok zielonookiego. Każda chwila z nim spędzona była radością nie do opisania. Było nam ciężko. Wolverhampton to małe miasto. Wszyscy wiedzieli. Jedni nas wspierali, inni wytykali palcami, ale mieliśmy siebie i to się dla nas liczyło. Zacząłem pod nosem nucić pierwszą lepszą melodię.
- Lubię kiedy śpiewasz.- zielone tęczówki spojrzały na mnie z miłością.- Powinieneś wykorzystać swoje umiejętności Skarbie.
- Już raz próbowałem i..
- Shh. Uda Ci się Li. Słyszysz? Uda Ci się. Jesteś wspaniały i ludzie Cię docenią. Nie bój się. Zawsze będę Cię wspierał. Kocham Cię.- Luck ujął moją twarz w dłonie.
- Ja Ciebie też Lucky. Dziękuję.- złączyłem nasze wargi w delikatnym pocałunku.- Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił.- szepnąłem w jego usta.
- Zginął byś marnie zamknięty w swoim pokoju. Potrzebujesz pewności siebie. Musisz uwierzyć w to jaką wspaniałą osobą jesteś i jak wiele potrafisz. Twój głos jest piękny, jak Ty cały. Masz anielski głos, taki ciepły i pełny emocji. Jesteś jak otwarta księga Li, oczy i wokal wyrażają każdą Twoją emocję. I jesteś cholernie słodki kiedy tak się rumienisz.- chłopak zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku. Schowałem twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Przestań już Luck..- poprosiłem przygryzając delikatnie skórę na szyi szatyna.- Nie lubię kiedy to robisz.- mruknąłem
- Mówię Ci prawdę Kochanie. Nie lubisz tego bo nie wierzysz w siebie. A to bardzo źle.- chłopak złapał mnie za podbródek i zmusił do patrzenia w swoje zielone tęczówki.- Jesteś najwspanialszą osobą na świecie. Uwierz w końcu w siebie, a wtedy osiągniesz sukces, obiecuję Ci to. Zaufaj mi.
- Ufam Ci, zawsze.- szepnąłem.
- Spróbujesz jeszcze raz w X Factor?- uśmiechnął się
- Ja..
- Dla mnie Li, proszę.- szatyn wiedział jak mnie podejść.
- Dobrze. Spróbuję.- pocałowałem go i znów wtuliłem w jego bok.'
We’re about to make some memories.
-
Widzę, że to jąkanie się Ci zostało. Pewne rzeczy nigdy się nie
zmieniają.- melodyjny śmiech szatyna dotarł do moich uszu. Wszystkie
wspomnienia odżyły.
- Jak ja mogłem Cię nie poznać..?- złapałem się za głowę.
- Jesteś teraz sławny. Masz dużo spraw na głowie, ja to rozumiem.
- Minęło tyle czasu..
- Wiem. A tak swoją drogą to ładnie mnie witasz po takim czasie.- radosne zielone tęczówki spojrzały na mnie. Luck rozłożył ramiona, a ja bez wahania wtuliłem się w niego.
- Miałeś rację. Pewne rzeczy się nie zmieniają. Ciągle te same perfumy.- zaśmiałem się prosto do ucha chłopaka.
- Pamiętasz jeszcze?
- Pamiętam, Lucky.
- Dobra, koniec tych przyjemności Kochany. Mów mi co Cię gnębi.- szatyn spojrzał mi w oczy.
- Lucky.. to nie tak, że Ci nie ufam, ale nie chcę o tym mówić..- spuściłem wzrok.
- Hej. Widzę, że coś złego się z Tobą dzieje. W Internecie piszą, że nie chodzisz na próby, bo imprezujesz całe noce i za każdym razem wracasz z inną dziewczyną. Liam, kobiety? Jesteś aż tak zdesperowany? Ktoś Cię skrzywdził? Co się stało?- chłopak złapał mnie za brodę, bym spojrzał mu w oczy.- Możesz mi o wszystkim powiedzieć. Jesteś dla mnie nadal bardzo ważny, nie chcę żebyś był taki smutny.
- Ty też przeze mnie cierpisz..
- Nie, już nie Li. Przyzwyczaiłem się do tego, że odnosisz sukcesy i nie masz czasu na takie związki.
- Nie, to ja o Tobie zapomniałem. Dzięki Tobie mam to wszystko, a tak po prostu zerwałem nasz kontakt.. Przepraszam.
- Przestań Liam. Ja nie mam Ci za złe. Powiedz co Cię męczy. Będzie Ci lepiej.- szatyn potarł moje ramię.
- Zakochałem się.. najzwyczajniej w świecie się zakochałem. W kimś tak cholernie nieodpowiednim, że bardziej się już nie da.- poczułem pieczenie w gardle, a obraz przesłoniły mi łzy.- A najgorsze jest to, że nikt o mnie nie wie. Nikt nie wie, że jestem..- załamał mi się głos.- gejem..
- Ale chłopaki z zespołu Cię zaakceptowali, więc możesz im o tym wszystkim powiedzieć, tak?
- Nie zaakceptowali, bo o niczym nie wiedzą. I nie mogą bo zakochałem się w jednym z nich...
- Nie powiedziałeś im, że jesteś homoseksualny? Liam oszalałeś?- Luck spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Znienawidzili by mnie, ni..
- Teraz Cię znienawidzą, za to że to ukrywałeś Liam. Gdzie się podział Twój rozsądek? Szczerość? Musisz im jak najszybciej o tym wszystkim powiedzieć, słyszysz? Oni nie zasługują na to żeby być oszukiwani. Na pewno Ci pomogą. Który z nich skradł Twoje serce? Harry?
- Boje się ich reakcji.. Strata tej czwórki to najgorsza rzecz jaka mogłaby mi się przydarzyć. Nie, to nie Harry, a czemu o nim pomyślałeś?
- Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi nie zostawią Cię. Zawsze miałeś słabość do zielonych oczu.- uśmiechną się delikatnie.
- To prawda i tak jest do tej pory.. Ale chodzi o Nialla.. Luck, nie obraź się, ale ja nie chcę o nim rozmawiać. Zbyt wile się wydarzyło. To trudne dla mnie.. Muszę iść. Do zobaczenia kiedyś.- przytuliłem szatyna i odszedłem nie odwracając się z siebie.
- Jak ja mogłem Cię nie poznać..?- złapałem się za głowę.
- Jesteś teraz sławny. Masz dużo spraw na głowie, ja to rozumiem.
- Minęło tyle czasu..
- Wiem. A tak swoją drogą to ładnie mnie witasz po takim czasie.- radosne zielone tęczówki spojrzały na mnie. Luck rozłożył ramiona, a ja bez wahania wtuliłem się w niego.
- Miałeś rację. Pewne rzeczy się nie zmieniają. Ciągle te same perfumy.- zaśmiałem się prosto do ucha chłopaka.
- Pamiętasz jeszcze?
- Pamiętam, Lucky.
- Dobra, koniec tych przyjemności Kochany. Mów mi co Cię gnębi.- szatyn spojrzał mi w oczy.
- Lucky.. to nie tak, że Ci nie ufam, ale nie chcę o tym mówić..- spuściłem wzrok.
- Hej. Widzę, że coś złego się z Tobą dzieje. W Internecie piszą, że nie chodzisz na próby, bo imprezujesz całe noce i za każdym razem wracasz z inną dziewczyną. Liam, kobiety? Jesteś aż tak zdesperowany? Ktoś Cię skrzywdził? Co się stało?- chłopak złapał mnie za brodę, bym spojrzał mu w oczy.- Możesz mi o wszystkim powiedzieć. Jesteś dla mnie nadal bardzo ważny, nie chcę żebyś był taki smutny.
- Ty też przeze mnie cierpisz..
- Nie, już nie Li. Przyzwyczaiłem się do tego, że odnosisz sukcesy i nie masz czasu na takie związki.
- Nie, to ja o Tobie zapomniałem. Dzięki Tobie mam to wszystko, a tak po prostu zerwałem nasz kontakt.. Przepraszam.
- Przestań Liam. Ja nie mam Ci za złe. Powiedz co Cię męczy. Będzie Ci lepiej.- szatyn potarł moje ramię.
- Zakochałem się.. najzwyczajniej w świecie się zakochałem. W kimś tak cholernie nieodpowiednim, że bardziej się już nie da.- poczułem pieczenie w gardle, a obraz przesłoniły mi łzy.- A najgorsze jest to, że nikt o mnie nie wie. Nikt nie wie, że jestem..- załamał mi się głos.- gejem..
- Ale chłopaki z zespołu Cię zaakceptowali, więc możesz im o tym wszystkim powiedzieć, tak?
- Nie zaakceptowali, bo o niczym nie wiedzą. I nie mogą bo zakochałem się w jednym z nich...
- Nie powiedziałeś im, że jesteś homoseksualny? Liam oszalałeś?- Luck spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Znienawidzili by mnie, ni..
- Teraz Cię znienawidzą, za to że to ukrywałeś Liam. Gdzie się podział Twój rozsądek? Szczerość? Musisz im jak najszybciej o tym wszystkim powiedzieć, słyszysz? Oni nie zasługują na to żeby być oszukiwani. Na pewno Ci pomogą. Który z nich skradł Twoje serce? Harry?
- Boje się ich reakcji.. Strata tej czwórki to najgorsza rzecz jaka mogłaby mi się przydarzyć. Nie, to nie Harry, a czemu o nim pomyślałeś?
- Jeśli są prawdziwymi przyjaciółmi nie zostawią Cię. Zawsze miałeś słabość do zielonych oczu.- uśmiechną się delikatnie.
- To prawda i tak jest do tej pory.. Ale chodzi o Nialla.. Luck, nie obraź się, ale ja nie chcę o nim rozmawiać. Zbyt wile się wydarzyło. To trudne dla mnie.. Muszę iść. Do zobaczenia kiedyś.- przytuliłem szatyna i odszedłem nie odwracając się z siebie.
Przemierzałem
rozświetlane porannym słońcem ulice rodzinnego miasta. Czułem jak oczy
same się zamykały. Byłem taki zmęczony tym wszystkim. Zaczynałem
odczuwać brak poczucia, że uroczy blondyn jest w pokoju obok. Tęskniłem.
Tak po prostu. Najzwyczajniej w świecie. Zabrakło cichych dźwięków
gitary roznoszących się po całym domu, dodając mu tej specjalnej
atmosfery. Westchnąłem, jakby to miało w czymkolwiek pomóc.
Pchnąłem
drzwi wejściowe i nie racząc nikogo nawet spojrzeniem, nie wspominając o
jakimkolwiek słowie, przemknąłem do łazienki. Zrzuciłem ubrania i
wszedłem pod strumień gorącej wody. Moje mięśnie przyjemnie się
rozluźniły, a cały ciężar psychiczny jaki nosiłem zelżał. Wtarłem w
ciało czekoladowy żel, który ukoił zmęczone zmysły. Spłukałem pianę i
wyszedłem na zimne płytki. Gęsia skórka zawładnęła całą powierzchnią
ciała. Woda skapywała na podłogę. Stałem i patrzyłem na swoje odbicie w
lustrze.
Kim Ty jesteś?
Gdzie
się podziały te ogniki radości tańczące w brązie tęczówek? Gdzie ten
promienny uśmiech? Zniknął. Nieodwracalnie. Nie poznaję samego siebie.
Widzę obcego mężczyznę. Zmęczonego życiem. Facet, który potrzebuje kogoś
kto odwzajemni jego uczucia. Ale nikt go nie chce. Każdy odrzuca jego
serce, co dzień łamiąc je na koleje tysiące małych kawałeczków. Zraniony
z własnej winy. Bezradny. Beznadziejny. Nic niewarty. Sam, wśród ludzi.
Nikt go nie rozumie. Nikt nic nie wie.
Słona łza spłynęła po policzku.
-
Nie płacz tchórzu! Chociaż raz pokaż że jesteś silny. Raz się nie
załamuj! Zapomnij jak wiele Cię to kosztuje. Podnieś głowę i walcz z
każdą nadchodzącą godziną!- skarciłem się.
Oczy
piekły coraz bardziej. Nie potrafiłem przestać. Zawijając biodra
ręcznikiem skierowałem się do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko, nie
przejmując się mokrym ciałem. Chciałem w końcu zasnąć.
Crying off my face again. The silent sound of loneliness wants to follow me to bed.
________________________________________________
Witam Pyszczki :)
Przepraszam za tak długą przerwę. Wena wyjątkowo zawodziła. :c
Rozdział do najlepszych nie należy. Przepraszam za literówki i błędy.
Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Jesteście najlepsi.
Enjoy xx
piątek, 23 listopada 2012
3. Poisonous love.
*music*
9 grudnia 2012
Klub, alkohol, przypadkowa laska, łazienka. Alkohol, przypadkowa laska, mój pokój, poranny kac, kolejny liścik z numerem telefonu. I tak w kółko.
Przeciągnąłem się leniwie i usiadłem na łóżku, które swoją drogą wyglądało jak po wojnie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając bokserek wyglądających na czyste. Po znalezieniu tak owych otworzyłem na oścież okno i pozwoliłem porannemu, a tak właściwie popołudniowemu, powietrzu orzeźwić mnie i przywrócić do stanu używalność. Nie przejmując się zbytnio skąpym ubiorem zszedłem na dół wyleczyć kaca. W kuchni zastałem moich przyjaciół i Nialla. Wszedłem bez słowa i chwyciłem stojące na blacie mleko.
- O Liam. Dawno Cię nie widzieliśmy.- zignorowałem złośliwość Zayna upijając kolejny łyk mleka. Czułem ich spojrzenia na sobie. Nie dziwiłem się. Na moim torsie widniało kilka dorodnych malinek.
- Nie wiem czy Cię to jeszcze interesuje, ale zaczęliśmy nagarnia na których, tu Cię zaskoczę, powinieneś być!- ciągną brunet
- Nie miałem czasu.- rzuciłem zdawkowo
- Bo co? Pierdoliłeś pierwszą lepszą dupę z klubu?! To naprawdę jest ważniejsze?!
- Tak.- mruknąłem
- Liam co z Tobą jest nie tak, co? Jesteśmy czwórką Twoich przyjaciół i nie wiem czy wiesz, ale martwimy się o Ciebie!- widziałem jak Mulat wychodzi z siebie
- Nie musicie. A teraz trójko moich najlepszych przyjaciół i Niallu, pozwólcie że pójdę do siebie.- spojrzałem na ich zszokowane wyrazy twarzy, odwróciłem się na pięcie i poszedłem do siebie.
Mógłbym przysiąc, że widziałem w oczach Horana łzy. Ale nie złamię się. Dalej będę skończonym chujem, tak jak zaplanowałem.
Rzuciłem się na łóżko i przymknąłem oczy. Przez pokój przemknął dźwięk przybyłej wiadomości. Nie chętnie podniosłem się i chwyciłem telefon. Przesunąłem palcem po ekranie. Moim oczom ukazało się małe okienko, na którym widniało jego imię.
To: Niall
O czym mam z Tobą rozmawiać?
Odpisałem zanim dobrze się nad tym zastanowiłem.. kolejny sygnał powiadomienia.
From: Niall
O nas..
To: Niall
Nas nie ma. Jestem ja i Ty już od dawna.
From: Niall
Jesteśmy przyjaciółmi Li.. Nie możesz tak po prostu tego przekreślić. Jesteś dla mnie zbyt ważny..
To: Niall
Mogę. Wcale nie jestem. Ona jest. Byłem Twoim przyjacielem dopóki byłeś sam, wtedy mnie potrzebowałeś, teraz już nie.
From: Niall
Nie prawda! Liam jesteś moim bratem, pamiętasz?! Cały czas Cię potrzebuję!
To: Niall
Nie, już nie. Nie mam czasu gadać.
From: Niall
Przepraszam jeśli tak się poczułeś.
Nie odpisałem. Nie mogłem. Złamałbym się. Sam nie wiem kiedy po moich policzkach zaczęły skapywać łzy.
Nie gniewam się na niego wcale.. Nie jestem zły, ale muszę udawać.. Muszę żeby przeżyć. Przetarłem ręką oczy. Musiałem się przygotować na codzienny obchód po klubach i kolejną noc z przypadkowymi dziewczynami.
Zacząłem działać impulsywnie. Nie wiem co mnie napadło, ale gdybym to przemyślał, nigdy bym tego nie zrobił..
9 grudnia 2012
Nobody likes to lose they inner voice. The one I used to hear, before my life made choice. Nobody know.
Chciałem kochać i za tę miłość zostałem ukarany.
To najwyższy czas na zmianę. Koniec z troskliwym i opiekuńczym Daddy Direction. Nie będzie rozsądku, ani hamulców. Teraz liczę się tylko ja.
Podniosłem się z brudnej podłogi i skierowałem swe kroki do łazienki. Tam zmyłem z twarzy ostatnie ślady wczorajszego wydarzenia i odświeżyłem się. Wracając do pokoju zorientowałem się, że coś jest nie tak. W domu było cicho. Za cicho. Zamknąłem za sobą drzwi mojego, swego czasu ulubionego pomieszczenia domu. Mój wzrok skierował się na mały czarny zegar cyfrowy stojący na szafce nocnej. Czerwone kreski układały się w cyfry wskazujące godzinę 5:23.
'Idealnie'- przemknęło mi w myślach. Z szafy wyjąłem ciemne dresy i grubą czarną bluzę przez głowę. Ubrałem się po czym zapełniłem pustą przestrzeń kieszeni paczką papierosów i gotówką. Na odchodne chwyciłem iPoda i słuchawki. Po cichu zszedłem na dół. Na nogi włożyłem czarne skejty z adidasa. Gotowy do opuszczenia budynku naciągnąłem na głowę kaptur, włożyłem do uszu słuchawki i wyszedłem pozostawiając za sobą tylko głuche echo zamykanych drzwi.
I used to rule the world. Seas would rise when I gave the word. Now in the morning I sleep alone. Sweep the streets I used to own.
Szedłem zaspanymi ulicami Londynu wypalając kolejnego już papierosa. Odprowadzałem wzrokiem ludzi śpieszących się nie wiadomo gdzie. Każdy taki sam. Każdy jak beznamiętny, pusty manekin. Tak identyczny jak wszyscy. Tańczy tak jak mu zagrają. Stoi tak jak go ustawią. Bez wartości i celów. Zlewający się z tłumem. Beznadziejny. Każdy fałszywy. Każdy udaje że żyje. Każdy ma wszystko, nie mając nic. W bezsensownej pogoni za nieosiągalnym. Głupi. Naiwni. Bezmyślni. Odgrywają swoje role zgodnie ze scenariuszem. Bez spontaniczności, ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Robią wszystko bo tak trzeba, bo tak będzie wygodniej. Zbyt szablonowi by pokazać prawdę. Zbyt zajęci budowaniem swojego pozornie idealnego świata. Wszyscy żyją w zakłamanym obrazie swojego 'szczęścia'. Żyją? Nie, oni tylko udają. Już dawno umarli. Skończyli na starcie, bo życie za bardzo boli. To zbyt trudne. Jestem wśród nich, egzystuje, obserwuję, wyciągam wnioski.
Pogrążając się w myślach, usiadłem na niewielkim murku koło parku. Pod wpływem zimnego, grudniowego powietrza na mojej twarzy pojawiły się dorodne rumieńce. Skuliłem się w sobie w poczuciu, że tym razem nikt nie będzie mnie szukał, ani nikt nie powie mi z troską jak bardzo się martwi. Odgoniłem od siebie te myśli potrząsając delikatnie głową. Naciągnąłem mocniej kaptur i chwyciłem małe urządzenie, które oddzielało mnie w tej chwili od rzeczywistości. Palcami skostniałymi z zimna wciskałem kolejne przyciski by przejrzeć moja play listę. 'Coldplay Fix You, to Ty pokazałeś mi tą piosenkę, to Ty nauczyłeś mnie ją rozumieć.'- przez moje myśli przebiegła iskierka bolesnej przeszłości.
Pierwsze dźwięki tak dobrze znanej mi melodii. Przyswojone z taką łatwością. Zapadły w pamięci nieodwracalnie. Pokazałeś mi jak ją zrozumieć, jak realizować obietnice zawarte w melodyjnym tekście. Ukazałeś mi uczucia kryjące się za najprostszymi słowami. Obudziłeś moją wrażliwość na słowo. Dlatego każde teraz tak cholernie mnie boli. Zbyt wiele mi pokazałeś.
Jesteś za dobry, żeby żyć w tym świecie.
Tego dnia Londyn emanował smutkiem i obojętnością. Zimne, surowe kamienice aż krzyczały o pomoc i odrobinę uwagi. Opustoszałe ulice prowadziły wgłąb świata ukrytego za ścianą mlecznobiałej mgły. Brytyjska pogoda poganiała przechodniów przeszywającym chłodem, jakby chciała choć na chwilę opustoszyć rozbiegane ulice miasta. Cisza przerywana rykiem samochodowych silników, rozmowami telefonicznymi i stukotem obcasów o chodnik. Wiatr tak porywisty jakby próbował za wszelką cenę zatrzymać wskazówki zegara, a wraz z nimi ludzi goniących za ich własną definicją szczęścia.
Wszystko trwało. Wszystko biegło do przodu. Wszystko, tylko nie ja. Czas zatrzymał mnie w pogoni za wszystkim czego szukałem. Zakończyłem moją podróż.
Chcę wymazać wszystkie wspomnienia związane z jego drobną posturą i donośnym śmiechem. Chcę zapomnieć o tym jak jego brzuch burczał w najmniej odpowiednich momentach. Chcę zapomnieć o głośnych śmiechach dochodzących z jego sypialni kiedy spędzaliśmy razem czas. Chcę zapomnieć o naszych nocnych rozmowach.
Nie wmawiajcie mi że chcieć to móc, bo to nie działa.
Spojrzałem na blizny pokrywające moje nadgarstki. Chciałem to zrobić dla niego i dla siebie. Byłoby lepiej nam obu. Jego cukierkowa miłość rozkwitałaby jak w każdej z tych bajek o 'prawdziwym uczuciu'.
A ja?
Ja nie musiałbym tego oglądać. Nie czuł bym już tego bólu. Tej rozrywającej serce rozpaczy i tęsknoty za bliskością i odrobiną miłości. Obudziłeś we mnie tyle wrażliwości, żeby teraz móc mnie krzywdzić?
Udało Ci się. Możesz być dumny.
Kocham i jednocześnie nienawidzę tą samą osobę. Oddał bym za niego życie, jednocześnie mając ochotę go zabić.
Kolejny raz pod wpływem wspomnień z moich ust wydobył się zdławiony jęk. Nie wiem co musiałbym zrobić, lub poświęcić żeby móc zapomnieć. Żeby móc choć przez godzinę nie czuć tego bólu rozdzierającego klatkę piersiową, przebiegającego przez całe ciało od cebulek włosów, aż po zakończenia nerwów w palcach u stóp. Chciałbym zlikwidować to pieczenie przechodzące falami, uderzające stopniowo w każdy milimetr mojego ciała.
Podniosłem się i skierowałem do miejsca w którym może dane będzie mi trochę spokoju. Poszedłem do jedynej osoby, która zawsze mnie rozumiała i potrafiła mi pomóc. Po długim spacerze ruchliwymi ulicami Londynu dotarłem na cmentarz. Stałem przed metalową bramą nie będąc do końca pewnym czy powinienem. Po chwili zastanowienia pchnąłem mosiężną bramę. Na powitanie otrzymałem nieprzyjemne, drażniące moje wrażliwe na dźwięki uszy, skrzypnięcie. Przemierzałem alejki. Samotne groby, jedne wystawne, inne zaniedbane. Na jednych niedawno zapalone znicze, a inne zapomniane. W kończy znalazłem się tam gdzie chciałem. Uklęknąłem koło marmurowego nagrobka i położyłem na nim, wcześniej kupioną, czerwoną różę. Bardzo je lubiła. Usiadłem na trawie i omiotłem spojrzeniem złoty napis wygrawerowany na pomniku. 'Danielle Peazer* ur. 10 czerwca 1988r zm. 23 października 2010r Miała 21 lat. Odeszła od nas za szybko.'
- Cześć Dani.- szepnąłem.- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał żebyś tu była. Popieprzyło się u mnie, nawet bardzo. Zupełnie nie wiem co robić. Ta cała sytuacja mnie przerosła. Nie mam z kim o tym pogadać. Tęsknię za Tobą, wiesz? Nawet nie wiem kiedy minęły te dwa lata. Nie wiem kiedy zaczęło się to z Niallem. Ale Ty pewnie już wszytko wiesz. Zawsze Ci mówiłem, że będziesz najpiękniejszym i najlepszym aniołem ze wszystkich. I wiesz co mnie cieszyło? Że wiedziałem, że będziesz moim stróżem.- uśmiechnąłem się do siebie.- Kocham Go, wiesz? Tak bardzo chciałbym mu o tym powiedzieć. Chcę go tylko przytulić i powiedzieć jak bardzo jest ważny. Jak bardzo cieszą mnie te najmniejsze jego nawyki. Chciałbym żeby wiedział jak bardzo kocham topić się w jego błękitnych tęczówkach. Chcę żeby wiedział, że dla mnie jest i zawsze będzie idealny. Ale nie mogę. To boli, tak cholernie boli. Nie pamiętam kiedy przespałem całą noc, bez wcześniejszego upicia się. Nie wiem gdzie wylądowałem. Staczam się na dno. Może jeszcze niżej. Myślisz że się da? Tylko Ty wiesz, co tak naprawdę się dzieje. Dan, pomóż mi proszę. Jesteś moją przyjaciółką i właśnie teraz potrzebuję Ciebie najbardziej. Teraz kiedy wszystko traci wartość, a ja przestaję wierzyć w coś co nadejdzie. Coś lepszego. Jeśli tym razem się potknę, już nie wstanę, nie dam rady.- po moim zimnym policzku spłynęła łza.- Ty zawsze wiedziałaś co zrobić, albo co powiedzieć. Zawsze radziłaś sobie sama, a ja bez Ciebie byłem nikim. Potrzebuję Twojej pomocy jak nigdy wcześniej. Wszystko się sypie. On ma dziewczynę i jest szczęśliwy. Zarzuca mi że nie cieszę się jego szczęściem i go nie wspieram. Jego słowa były gorsze niż to że mnie pobił. Bardziej mnie zabolały. Przecież byłem dla niego zawsze. Kiedy tylko czegoś potrzebował, albo chciał. Byłem, bo Go kocham. A co w zamian za to dostałem? Wpierdol. Przepraszam Skarbie. Wiem, że nie lubisz kiedy przeklinam. Powiedziałem mu że nie jest już moim przyjacielem. Zraniłem Go i czuję się z tym jak ostatni chuj.- przez moje ciało przeszedł dreszcz, spowodowany wzmożonym wiatrem. Czułem że to Ona mnie strofuje.- Przepraszam, ale nie potrafię znaleźć innych słów. Czy to normalne, zrobiłem mu krzywdę tym jednym zdaniem. Robi się takie coś osobie którą się kocha? Może Go nie kocham? Może to, że zajmuje całe moje myśli i nie ma takiej chwili w której nie siedziałby w mojej głowie, nic nie znaczy? Może dreszcze kiedy mnie dotyka, też są bez znaczenia? Może moje sny i to wszystko coś się wydarzyło też nie ma żadnego sensu? Może po prostu mi się podoba? Co o tym myślisz?- prawie zapomniałem, że nie dostanę odpowiedzi.- Pamiętasz jak zawsze mówiłaś mi żebym bez względu na wszystko, zawsze walczył do końca? Jak powtarzałaś że jestem wyjątkowy i zasługuję na wszystko co najlepsze? Pamiętasz jak podnosiłaś mnie na duchu? Dzięki Tobie zawsze byłem pewny siebie i świadom własnej wartości. Nauczyłaś mnie żyć w zgodzie z samym sobą. Wiedz że nigdy o tym nie zapomnę. Będę Ci wdzięczny do końca. Odmieniłaś moje życie, gdy poddałem się na starcie.- położyłem dłoń na marmurowej płycie.- Dziękuję Ci Dani. Kocham Cię i zawsze będę. Jesteś najlepsza. I mimo tego że gadam do kawałka kamienia to wiem, że mnie słuchasz. Wiem, że stoisz obok i uśmiechasz się delikatnie w ten wyjątkowy sposób. Chciałbym Cię przytulić.- westchnąłem.- Czekaj tam na mnie. Spotkamy się jeszcze, obiecuję.
I'm weaker. My word fall and the hit the ground. All life, come one here, don't you fail me now. I start to say, I think I love you, but I make no sound.
Uśmiechnąłem się do roześmianej mulatki na zdjęciu. Czekoladowe loki kaskadami opadające na ramiona i słodko zmarszczony nosek. To właśnie prawdziwa Danielle. Tylko moja i wyjątkowa. Była... Jest moją jedyną przyjaciółką. Przeżywałem jej śmierć bardzo długo. Żałuję że jej wtedy nie powstrzymałem. Że pozwoliłem jej wracać do domu. Nawet teraz na rozmowie z nią czas mijał mi szybciej...
11 grudnia 2012
I've tried playing it cool, but when I'm looking at you, I can't ever be brave.
Zmieniłem się?
Kolejny dzień przywitał mnie męczącym kacem. Nie wiele pamiętam z ostatnich dwóch nocy.
Klub, alkohol, przypadkowa laska, łazienka. Alkohol, przypadkowa laska, mój pokój, poranny kac, kolejny liścik z numerem telefonu. I tak w kółko.
Przeciągnąłem się leniwie i usiadłem na łóżku, które swoją drogą wyglądało jak po wojnie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając bokserek wyglądających na czyste. Po znalezieniu tak owych otworzyłem na oścież okno i pozwoliłem porannemu, a tak właściwie popołudniowemu, powietrzu orzeźwić mnie i przywrócić do stanu używalność. Nie przejmując się zbytnio skąpym ubiorem zszedłem na dół wyleczyć kaca. W kuchni zastałem moich przyjaciół i Nialla. Wszedłem bez słowa i chwyciłem stojące na blacie mleko.
- O Liam. Dawno Cię nie widzieliśmy.- zignorowałem złośliwość Zayna upijając kolejny łyk mleka. Czułem ich spojrzenia na sobie. Nie dziwiłem się. Na moim torsie widniało kilka dorodnych malinek.
- Nie wiem czy Cię to jeszcze interesuje, ale zaczęliśmy nagarnia na których, tu Cię zaskoczę, powinieneś być!- ciągną brunet
- Nie miałem czasu.- rzuciłem zdawkowo
- Bo co? Pierdoliłeś pierwszą lepszą dupę z klubu?! To naprawdę jest ważniejsze?!
- Tak.- mruknąłem
- Liam co z Tobą jest nie tak, co? Jesteśmy czwórką Twoich przyjaciół i nie wiem czy wiesz, ale martwimy się o Ciebie!- widziałem jak Mulat wychodzi z siebie
- Nie musicie. A teraz trójko moich najlepszych przyjaciół i Niallu, pozwólcie że pójdę do siebie.- spojrzałem na ich zszokowane wyrazy twarzy, odwróciłem się na pięcie i poszedłem do siebie.
Mógłbym przysiąc, że widziałem w oczach Horana łzy. Ale nie złamię się. Dalej będę skończonym chujem, tak jak zaplanowałem.
Rzuciłem się na łóżko i przymknąłem oczy. Przez pokój przemknął dźwięk przybyłej wiadomości. Nie chętnie podniosłem się i chwyciłem telefon. Przesunąłem palcem po ekranie. Moim oczom ukazało się małe okienko, na którym widniało jego imię.
From: Niall
Skoro nie chcesz porozmawiać normalnie, to chociaż tak ze mną pogadaj. Liam proszę.. xx
Skoro nie chcesz porozmawiać normalnie, to chociaż tak ze mną pogadaj. Liam proszę.. xx
To: Niall
O czym mam z Tobą rozmawiać?
Odpisałem zanim dobrze się nad tym zastanowiłem.. kolejny sygnał powiadomienia.
From: Niall
O nas..
To: Niall
Nas nie ma. Jestem ja i Ty już od dawna.
From: Niall
Jesteśmy przyjaciółmi Li.. Nie możesz tak po prostu tego przekreślić. Jesteś dla mnie zbyt ważny..
To: Niall
Mogę. Wcale nie jestem. Ona jest. Byłem Twoim przyjacielem dopóki byłeś sam, wtedy mnie potrzebowałeś, teraz już nie.
From: Niall
Nie prawda! Liam jesteś moim bratem, pamiętasz?! Cały czas Cię potrzebuję!
To: Niall
Nie, już nie. Nie mam czasu gadać.
From: Niall
Przepraszam jeśli tak się poczułeś.
Nie odpisałem. Nie mogłem. Złamałbym się. Sam nie wiem kiedy po moich policzkach zaczęły skapywać łzy.
Nie gniewam się na niego wcale.. Nie jestem zły, ale muszę udawać.. Muszę żeby przeżyć. Przetarłem ręką oczy. Musiałem się przygotować na codzienny obchód po klubach i kolejną noc z przypadkowymi dziewczynami.
Dlaczego ja to robię?.. przecież to nie w moim stylu, prawda?
Horan co Ty ze mną robisz?
Przez Ciebie traktuję kobiety jak zabawki. Nigdy tego nie robiłem. Szukam przygód. Sposobu na wyładowanie się. Seks z nimi wcale nie daje mi przyjemności.. To zwyczajnie sposób na chwilę zapomnienia. Na moment oderwania się od mojej chorej rzeczywistości. Wszystkim czego teraz potrzebuję.. Wiem, że to jest złe.. Ale im jest ze mną dobrze. Nie zmuszam ich do tego. Obie strony mają z tego korzyści..
Przez Ciebie traktuję kobiety jak zabawki. Nigdy tego nie robiłem. Szukam przygód. Sposobu na wyładowanie się. Seks z nimi wcale nie daje mi przyjemności.. To zwyczajnie sposób na chwilę zapomnienia. Na moment oderwania się od mojej chorej rzeczywistości. Wszystkim czego teraz potrzebuję.. Wiem, że to jest złe.. Ale im jest ze mną dobrze. Nie zmuszam ich do tego. Obie strony mają z tego korzyści..
Mają prawda..?
I've been roaming around, I was looking down at all I see.
Wiem, że może robię im na coś nadzieję, ale przecież niczego im nie obiecuję. Dla mnie to tylko sposób na ucieczkę.. na znalezienie spokoju..
Co ja sobie myślę?!
Za każdym razem wyobrażam sobie, że to on. Mam ochotę krzyczeć jego imię i prosić o więcej... Dla mnie nie ma już ucieczki. Wszystko sprowadza się do jego niebieskich tęczówek i głośnego śmiechu. Blond kosmyków opadających na czoło kiedy rano po omacku szuka swojego śniadania. Tyle razy obiecywałem sobie że nie będę o tym myślał.. Co z tego? Łamię każde przyrzeczenie, nie ma dnia w którym bym o nim nie tęsknił za chwilami spędzonymi z Niallem. Nie ma takiej godziny w której nie chciałbym pójść do niego i przeprosić. Wtulić się w jego ciało i zaciągnąć zapachem brzoskwiniowego szamponu, szepcząc ciche; 'Nie chcę Cię stracić'.
Nie wiem ile razy wyobrażałem sobie jak mogłoby wyglądać nasze wspólne życie, przestałem liczyć już dawno. Jak bardzo boli mnie kiedy dociera do mnie że nic z tych rzeczy nie ma prawa bytu? Że nie będzie domu i psa? Że nie będzie namiętnych pocałunków i wspólnych nocy? Że nie będzie romantycznych wieczorów spędzonych na oglądaniu filmów i przytulaniu się na kanapie? Jak mam żyć z tą świadomością? Jak funkcjonować z myślą o dożywotniej samotności?
To ma być kara za to, że zbyt wiele w życiu mi się udało? Za sukces? W takim razie go nie chcę! Jeśli zrezygnowałbym ze sławy, to on by mnie pokochał? Chciałby ze mną być? Gdybym się z toczył i stał się nikim zwróciłbym na siebie jego uwagę? Chciałby się mną zająć? Troszczyć się o mnie? Na powitanie szeptać mi do ucha 'Dzień dobry Kochanie', a na dobranoc pozwalałby mi wtulać się w swój bok, żebym mógł poczuć się bezpiecznie? Zrobiłby to? Tak, żebym mógł mu powiedzieć, jak bardzo Go potrzebuję? Jak Go kocham i mi na nim zależy?
Nie wiem ile razy wyobrażałem sobie jak mogłoby wyglądać nasze wspólne życie, przestałem liczyć już dawno. Jak bardzo boli mnie kiedy dociera do mnie że nic z tych rzeczy nie ma prawa bytu? Że nie będzie domu i psa? Że nie będzie namiętnych pocałunków i wspólnych nocy? Że nie będzie romantycznych wieczorów spędzonych na oglądaniu filmów i przytulaniu się na kanapie? Jak mam żyć z tą świadomością? Jak funkcjonować z myślą o dożywotniej samotności?
To ma być kara za to, że zbyt wiele w życiu mi się udało? Za sukces? W takim razie go nie chcę! Jeśli zrezygnowałbym ze sławy, to on by mnie pokochał? Chciałby ze mną być? Gdybym się z toczył i stał się nikim zwróciłbym na siebie jego uwagę? Chciałby się mną zająć? Troszczyć się o mnie? Na powitanie szeptać mi do ucha 'Dzień dobry Kochanie', a na dobranoc pozwalałby mi wtulać się w swój bok, żebym mógł poczuć się bezpiecznie? Zrobiłby to? Tak, żebym mógł mu powiedzieć, jak bardzo Go potrzebuję? Jak Go kocham i mi na nim zależy?
Zacząłem działać impulsywnie. Nie wiem co mnie napadło, ale gdybym to przemyślał, nigdy bym tego nie zrobił..
Podniosłem się i rzuciłem się w stronę drzwi. Szybciej niż sam mógłbym sobie to wyobrazić pokonałem odległość dzielącą mnie od pokoju Horana. Wpadłem tam bez pukania. Blondyn stał przed szafą w samych bezowych rurkach. Jęknąłem gardłowo. Podszedłem do niego i bez ostrzeżenia i tłumaczeń wpiłem się w jego miękkie, malinowe usta. Przyparłem go do ściany, ułożyłem dłonie na biodrach Blondyna i przyciągnąłem go maksymalnie do siebie. Pieściłem i ssałem jego wargi. Horan oddawał pocałunek co mnie zaskoczyło. Wodził chłodnymi dłońmi po moich plecach. Przesunąłem językiem po jego opuchniętej dolnej wardze, na co chłopak automatycznie rozchylił usta. Wtargnąłem gwałtownie do jego wnętrza. Siłowaliśmy się jeszcze chwilę. Kiedy nadszedł koniec, patrzyliśmy sobie w oczy ciężko dysząc. Wtedy zdałem sobie sprawę co właściwie zrobiłem. Odsunąłem sie o parę kroków.
Move a little closer now.
- Ja.. przepraszam..- rzuciłem i wybiegłem do swojego pokoju.
Co ja najlepszego zrobiłem..?
God knows what is hiding in those weak and drunken heart.
_____________________________________________
* Dan w tym opowiadaniu nie była nigdy z Li. Za to była jego przyjaciółką. I przepraszam, że ją uśmierciłam, sama źle się z tym czuję.
Hej Skarby. xx
Przepraszam Was bardzo za to jak długo musieliście czekać na rozdział, ale wena mnie zawodziła.
Trójka znacznie krótsza niż poprzednie części, myślę, że teraz takie będą się pojawiać, będzie szybciej. :)
MASSIVE THANK YOU za wszystkie komentarze, cieszę się jak głupia kiedy je czytam. :D mam nadzieję, że teraz też mnie nie zawiedziecie. :*
Jeśli ktoś z Was miałby sugestie dla mnie co mogłabym zmienić, lub co mogłoby się tu pojawić, albo jeśli zwyczajnie macie ochotę pogadać to piszcie na moje gg: 5720721. Tylko dopiszcie, że jesteście z bloga czy coś. :)
Jedna prośba, czy ktoś z Was potrafi robić nagłówki na bloga? Jeśli tak, to również proszę o kontakt.
Enjoy xx Kocham Was czytaczki xx
Maaluutkaax33
Subskrybuj:
Posty (Atom)